Gorączka zakupów, domykanie projektów w pracy, sprzątanie i gotowanie – znacie to, prawda? W tym czasie poziom kortyzolu, czyli hormonu stresu, szybuje w górę, a Wasza skóra reaguje na to błyskawicznie. Pod wpływem nerwów gruczoły łojowe zaczynają pracować jak szalone, produkując gęstsze sebum, a że przy okazji spada nam ogólna odporność, tworzy się idealne środowisko dla bakterii. Efekt jest łatwy do przewidzenia: nagły, bolesny i podskórny stan zapalny na brodzie lub czole, który pojawia się złośliwie akurat 2-3 dni przed ważnym wyjściem.
Co robić w takiej sytuacji? Przede wszystkim – i to jest najważniejsze przykazanie – nie dotykać! Wyciskanie zmiany, która nie ma ujścia, grozi pęknięciem torebki pod skórą i rozlaniem bakterii na boki. W ten sposób z małej krostki na własne życzenie zrobicie sobie wielki ropień, który będzie się goił tygodniami.
Zamiast walczyć siłowo, działajcie sprytnie. Na noc warto nakleić plasterki hydrokoloidowe, które wyciągną wysięk i ochronią zmianę przed brudnymi rękami, albo sięgnąć po starą, dobrą maść ichtiolową. Co prawda specyficznie pachnie i brudzi, ale jest niezawodna w wyciąganiu ropy na wierzch. Jeśli jednak zmiana jest ogromna, bolesna i domowe sposoby zawodzą, potraktujcie to jako ostateczność i udajcie się do gabinetu. Lekarz może wykonać punktowe ostrzyknięcie sterydem lub zastosować ozonoterapię (prądy d'Arsonvala), co skutecznie zgasi taki wulkan w ciągu 24 godzin.