Przed nami okres świątecznego obżarstwa, więc jako głos rozsądku muszę poruszyć temat jednego z największych, cichych zabójców kolagenu, czyli cukru. Ten niszczycielski proces nazywamy fachowo glikacją. Wyobraźcie sobie włókna kolagenowe i elastynowe w Waszej skórze jako sprężysty materac. Gdy we krwi krąży nadmiar cukru, przyłącza się on do tych białek i tworzy tak zwane scukrzone włókna. Zamiast być sprężyste, stają się one sztywne, kruche i nieelastyczne - zachowują się trochę jak twardy karmel. Efekt jest niestety widoczny gołym okiem: skóra traci sprężystość, szybciej opada, a zmarszczki się utrwalają. Co gorsza, glikacja generuje też stany zapalne, co często kończy się niespodziewanym wysypem trądziku.
Jak więc przetrwać Święta bez szkody dla urody? Mam dla Was prostą strategię anty-cukrową. Kluczowa jest kolejność jedzenia - pod żadnym pozorem nie zaczynajcie uczty od deseru! Jeśli najpierw zjecie błonnik w postaci sałatki oraz białko, skutecznie spłaszczycie krzywą cukrową. Po jedzeniu koniecznie ruszcie się zza stołu, bo nawet zwykły spacer po kolacji pozwoli mięśniom zużyć nadmiar glukozy. Warto też w te dni wspomóc się od środka antyoksydantami, takimi jak witamina C, kwas alfa-liponowy czy zielona herbata, które hamują proces glikacji.
Nie każę Wam oczywiście odmawiać sobie kawałka makowca, ale miejcie świadomość, że Wasza skóra też go niestety je. Smacznego, ale z głową!