Grudzień to zawsze ten sam prezentowy szał i choć elegancki voucher do kliniki medycyny estetycznej brzmi jak luksusowe marzenie, warto się dwa razy zastanowić, czy przy okazji nie popełnimy towarzyskiej gafy. To temat, w którym bardzo łatwo wejść na cienki lód. Trzymajcie się więc żelaznej zasady, żeby nigdy nie dawać w prezencie nieproszonej sugestii, więc absolutnie zapomnijcie o bonach celowanych w „naprawianie”, typu botoks, odchudzanie czy walka z cellulitem, jeśli dana osoba sama o tym głośno nie marzyła. Taki podarunek, zwłaszcza od męża czy teściowej, bardzo łatwo odebrać jako bolesny przytyk, że ktoś wygląda staro lub nieidealnie, a to najkrótsza droga do łez i zepsucia atmosfery przy choince.
Taki prezent sprawdzi się za to idealnie u świadomej „beauty-maniaczki”, która ciągle opowiada o nowościach zabiegowych, ale zawsze szkoda jej na nie własnych pieniędzy, bo wtedy to strzał w dziesiątkę. Jednak najbezpieczniejszą i najbardziej taktowną opcją dla każdego jest bon kwotowy, a nie na konkretną usługę. Dajecie w ten sposób luksus wyboru, żeby obdarowana sama zdecydowała po konsultacji z lekarzem, czy woli mezoterapię, czy może po prostu relaksujący zabieg na ciało, zamiast czuć presję zmiany wyglądu. No i na koniec ważna uwaga, żeby unikać podejrzanych okazji na portalach grupowych, bo wizyta w niesprawdzonym miejscu, która może skończyć się powikłaniami, to żaden prezent, tylko kłopot.
A Wy? Ucieszyłybyście się z takiego vouchera pod choinką, czy wolicie jednak "bezpieczniejsze" prezenty? Dajcie znać w komentarzach!